poniedziałek, 15 czerwca 2009

Co przyniesie nowy dzień?

Aloha!

Dzisiaj kolejny dzień piłkarskich zmagań na Czarnym Lądzie. Tym razem, ze sobą zmierzy się ekipa Brazylii i Egiptu. Faworyt jest tylko, bo nawet bez Ronaldinho i Ronaldo, reprezentacja Brazylii to klasa światowa. Pamiętam jak dziś jak rozgnietli Argentynę 3:0 w finale Copa America...A warto tu przypomnieć, że grali bez Ronaldinho, Kaki ,Adriano i Ronaldo ogrywali jak chcieli Messiego, Cambiasso, czy Riquelme. Gwiazdą turnieju i najlepszym jego strzelcem został Robinho i od tamtegu czasu jego pozycja w reprezentacji Dungi jest nie do podważenia.

Co do wspomnianego finału, mecz szybko ustawił w dogodnej pozycji Brazylijczyków, gdyż świetnym, mocnym strzałem z rogu pola karnego popisał się Julio Baptista. Później w swoim ostatnim występie w kadrze Albicelestes Roberto Ayala skierował piłkę do własnej bramki. Kolejna bramka była już tylko kwestią czasu, gdyż taktyka Dungi, która polegała na odebraniu piłki i posiadaniu jej przez długi czas była dobra idealnie do tego spotkania. W drugiej połowie, Argentyńczyków wykończył ówczesny obrońca Sevilli Dani Alves po sprytnym uderzeniu w prawy róg bramki strzeżonej przez Abondanzierego.

Brazylijczycy przeszli drogę przez mękę, by zdobyć największy laur Ameryki Południowej. Na początek dostali lanie 0:2 od Meksyku, by w półfinale przeżyć horror przeciwko ekipie z Urugwaju. Z pewnego 2:0 po bramkach Maicona i Baptisty, w 70 minucie zrobiło się 2:2, gdyż do siatki Julio Cesara trafili Diego Forlan i Sebastian Abreu(Wisła 5-0 Beitar :) ). Karne miały zadecydować o tym, kto znajdzie się w wymarzonym finale:

Z kolei Argentyna do finału doszła gładko, łatwo i przyjemnie i dla mnie to ona, a nie Canarinhos była faworytem tej imprezy. Rozgromili Peru 4-0 w ćwierćfinale i Meksyk 3-0 w półfinale. Szczególnie w pamięć zapadła mi bramka Messiego z półfinału przeciwko Meksykanom:

Non omnia, turniej wygrała Brazylia i to ona jest dzisiejszym przedstawicielem Ameryki Południowej. Jej przeciwnikiem będzie Egipt, zdobywca Pucharu Narodów Afryki. Poniżej cała droga reprezentacji z kraju Piramid po Afrykańskie złoto:

Królem strzelców turnieju okazał się największy przegrany finału PNA, Samuel Eto'o. Nie pomógł on drużynie i w efekcie jego ofensywnej nieporadności, drużyna straciła bramkę i szansę na zdobycie tego trofeum. Trzeba również zaznaczyć, że obydwie reprezentacje spotkały się ze sobą dwukrotnie na tym turnieju. W pierwszym spotkaniu , otwierającym grupę C, Kameruńczycy również polegli, tym razem 4-2. W tym spotkaniu,własny honor uratował jednak Eto'o zdobywając 2 bramki. Egipt poza dwukrotną konfrontacją z Kamerunem, musiał przejść przez ekipy Sudanu oraz Zambii. Tych pierwszych rozbił 3:0, natomiast z Zambijczykami grając o nic zremisował 1:1. Później napotkał na swej drodze Angolę z Manucho w składzie. Egipt rozstrzygnął losy tego spotkania już w pierwszej połowie po bramkach Hosniego i Zakiego i nawet gol wspomnianego gwiazdora z Angoli nie przeszkodził Egipcjanom w osiągnięciu zwycięstwa. Następnym rywalem był mój osobisty faworyt, drużyna Wybrzeża Kości Słoniowej. Naszipkowana gwiazdami europejskiego formatu:Kolo Toure, Emmanuel Eboue, Bonaventure Kalou, Didier Drogba,Abdul Kader Keita, Salomon Kalou, czy Yaya Toure. Po świetnym starcie w fazie grupowej, gdzie Słonie pokonały ekipy z Mali, Nigerii i Beninu oraz po laniu 5:0, jakie sprawili Gwinei, wszyscy ostrzyli sobie zęby na pojedynek WKS- Egipt. Tym razem, Egipcjanie pokazali klasę. Zwyciężyli pewnie i bezapelacyjnie 4:1 i uzyskali miejsce w finale. Słoniom pozostała walka o 3. miejsce. Drugi z finalistów Kamerun, miał do przebycia znacznie cięższą drogę. Po przegranej w pierwszym meczu z Egiptem,  Nieposkromione Lwy pokonały wysoko Zambię oraz Sudan, odpowiednio 5:1 i 3:0. W fazie pucharowej, na ich drodze stanął zdobywca tego trofeum z 2004 roku, drużyna Tunezji. W 93' minucie rozgrywki Stephane M'Bia zdobył bramkę na 3:2 dla Kamerunu i Lwy tego prowadzenia już nie oddały. W kolejnej fazie turnieju, Kameruńczycy musieli stawić czoła gospodarzom turnieju, drużynie Ghany z Michaelem Essienem w składzie. W tym meczu, Kameruńczycy pokazali świetne zdyscyplinowanie taktyczne, rozważną grę w defensywie, to czego w afrykańskiej piłce przede wszystkim brakuje. Po bramce Nikonga, Lwy przedarły się do finału rozgrywek. Zrozpaczonym gospodarzom nie pozostało nic innego jak tylko walczyć o 3. miejsce PNA. Swój cel osiągnęli wygrywając 4:2 z ekipą Słoni. Sam wielki finał na stadionie w Akrze nie był zbytnio interesujący, brakowało sytuacji,a gra obu ekip niezbyt się kleiła. Jak zwykle w takich przypadkach zadecydowały błędy indywidualne. Po złej interwencji w polu karnym Rigoberta Songa, piłkę przejął Mohamed Zidan i zagrał do nadbiegającego Aboutriki, któremu nie pozostało nic innego jak umieścić piłkę w siatce. Egipt obronił tytuł najlepszej drużyny Afryki i tym samym zapewnił sobie udział w Pucharze Konfederacji. Poniżej bramka Abo Teriki oraz egipskie celebracje:

Mecz już się zaczął, do przerwy 3:1, ale o tym dzisiaj wieczorem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz