poniedziałek, 22 czerwca 2009

Zaległości, zaległości...

Wybaczcie zaległości, ale z wakacji trzeba korzystać! Zdecydowanie morskie, chłodne powietrze dobrze zrobiło takiemu mieszczuchowi jak ja ;-). Wracamy do zaległości, zakończyła się faza grupowa Pucharu Konfederacji. Z grup wyszły ekipy RPA, Hiszpanii, Brazylii i...USA. Przypomnijmy zaległe spotkania:

Włochy 3-1 USA

Włosi po niemrawej pierwszej połowie, stłamsili kompletnie Amerykanów w drugiej i wbili im trzy bramki. Autorami zawodnicy o nazwisku Rossi- dwie Giuseppe, wspominamy przeze mnie wcześniej,a jedną Daniele De Rossi, pomocnik AS Romy. Amerykanie zdobyli jedną bramkę po strzale z rzutu karnego, Landona Donovana. Jak miało się później okazać, paradoksalnie ta bramka zadecydowała o zajęciu przez tę ekipę drugiego miejsca w grupie B.

MVP:


Rossi świetnym uderzeniem z dystansu, wstrząsnał Squadra Azzura. Warto wspomnieć, iż pogrążył swoich...rodaków, gdyż Giuseppe urodził się w New Jersey. Pod koniec, dobił rodaków trzecim golem, wykańczając świetną akcję Andrei Pirlo...

Skrót spotkania:

Hiszpania 1-0 Irak

Hiszpanie po niezbyt ciekawym meczu pokonali Irak 1:0. Mistrzowie Azji ograniczyli się do głębokiej defensywy i pokazali jaki jest jedyny sposób na szybko grających Hiszpanów- twarda i zdecydowana gra w obronie. Jedyną bramkę spotkania zdobył David Villa, wykorzystując błąd irackich obrońców i świetnie uderzając głową w prawy róg bramki. Irakijczycy nie byli w stanie odwrócić losów spotkania, a Hiszpanie zapewnili sobie miejsce w półfinałach Pucharu Konfederacji.

MVP:

Skrót spotkania:

RPA 2-0 Nowa Zelandia

Zawodnicy gospodarzy przyszłorocznego mundialu w pełni zrekompensowali swoim kibicom wpadkę z Irakiem. Pewnie pokonali mistrza Oceanii 2:0 po dwóch bramkach Bernarda Parkera i gdyby grali z rozumem i opanowaniem mogliby strzelić kilka bramek więcej. Wspomniany wyżej Parker sam miał kilka szans na podwyzszenie wyniku, ale nie potrafił ich wykorzystać. To zwycięstwo dało RPA drugą pozycję w tabeli.

MVP:

Skrót spotkania:

Brazylia 3-0 USA

Pewne zwycięstwo Canarinhos po naprawdę świetnej grze. W końcu duet Kaka-Robinho zadziałał tak jak powininen. Po bramkach wspomnianego Robinho, a także Felipe Melo i Maicona,  Brazylijczycy odnieśli wysokie zwycięstwo. Już po pierwszej połowie, marzenia Amerykanów o dobrym rezultacie prysły niczym bańka mydlana. W 7 minucie świetnie głową uderzył Felipe Melo i topornie grający w ofensywie Amerykanie musieli gonić wynik. Szczególnie liczyli na rzuty rożne, by wypuścić swój największy ofensywny atut: Oguchi Onyewu(192 cm wzrostu). Po jednym z nieudanych rożnych, kontrę wyprowadziła Brazylia. Piłka krążyła kolejno między Kaką, Ramiresem i po świetnym podaniu tego ostatniego, Robinho umieścił piłkę obok Tima Howarda. Po przerwie koszmar USA trwał w najlepsze. Drugą czerwoną kartkę w drugim kolejnym meczu otrzymał reprezentant Stanów Zjednoczonych, tym razem był to Sacha Kljestan. Amerykanin otrzymał czerwoną kartkę w 57 minucie po brutalnym faulu łokciem na jednym z Kanarków. Brazylijczycy odnoszą pewne zwycięstwo, po świetnej grze, którą śmiało można określić brazylijską sambą. Piłkarze trenera Dungi bawili się grą, stwarzali kolejne sytuacje i widać było, iż boiskowe wydarzenia przynoszą im wiele radości. 

MVP:

Skrót spotkania:

Włochy 0-1 Egipt

Egipt górą! Mistrzowie świata upokorzeni!- tak brzmiały nagłówki gazet po tym spotkaniu. Egipcjanie pokazali, iż z afrykańskim futbolem należy się liczyć. Krótkimi, szybkimi podaniami oraz genialną postawą w defensywie nie pozwolili Squadra Azzura rozwinąć skrzydeł. A te w wspomnianym meczu, w ogóle nie istniały. Strzały Quagliarelli blokował Ahmed Said, Rossi błysnął raz, ale jego strzał obronił El Hadary. Wspomniany bramkarz jest dla mnie bohaterem spotkania. Mimo świetnych okazji Iaquinty i Montolivo, bramkarz szwajcarskiego FC Sion nie dał się pokonać i to głównie dzięki niemu Egipt zawdzięcza to zwycięstwo. Po meczu z radości płakał i trener Egipcjan, jak i wszyscy zawodnicy. Taki triumf to nie tylko ważne zwycięstwo, ale i bodziec dla innych afrykańskich reprezentacji. Postawa Egiptu pokazuje, że jeśli czegoś się bardzo chce to można to osiągnąć. Egipcjanie, mimo absencji swojego najlepszego zawodnika, Mohameda Zidana, potrafili wygrać to spotkanie. A Włosi? Bez pomysłu, skutecznie powstrzymywani przez walecznych Egipcjan, nie udowodnili swojej wartości. Może celowo? Przecież nigdy w historii zdobywca Pucharu Konfederacji nie został mistrzem świata...Ale rekordy są po to, by je łamać, co dobitnie pokazuje reprezentacja Hiszpanii...

MVP:

Skrót spotkania:

RPA 0-2 Hiszpania

Tym meczem Hiszpanie ustanowili nowy rekord 16 zwycięstw bez porażki w międzynarodowych spotkaniach. Ostatnim niewygranym meczem był bezbramkowo zremisowany ćwierćfinał przeciwko Włochom na EURO 2008. Później, Hiszpanie wygrywali z takimi tuzami futbolu jak Niemcy, Francja, czy Anglia. 24 czerwca mogą ustanowić nowy rekord,  36 spotkań bez przegranej. A 28 czerwca, najprawdopodobniej w finale z Brazylią, mogą potwierdzić swoją wartość jako najlepsza drużyna na globie. Wtedy, mogą już tylko zacierać ręce w oczekiwaniu na nadchodzący mundial. Wracając do spotkania, gospodarze istnieli w nim tylko przez początkowe minuty pierwszej połowy, później nieco przemęczone trybiki hiszpańskiej maszyny ruszyły i na boisku istniała tylko jedna drużyna. Znowu pojawiła się ogromna dominacja w środku pola, co skutkowało sytuacjami w ofensywie. Po jednej z nich, Cesc Fabregas był faulowany w polu karnym, a sędzia Pablo Pozo z Chile wskazał na rzut karny. Do piłki podszedł David Villa, lecz jego strzał świetnie obronił bramkarz Bafana Bafana- Khune. Równie dobrze zachował się przy dobitce Fabregasa, lecz chwilę później musiał skapitulować. David Villa zemścił się za zmarnowany rzut karny i to w jakim stylu! Świetne przyjęcie piłki, genialne uderzenie...Po takich zagraniach poznaje się klasę zawodnika. Później, zawodnicy RPA bez wiary atakowali, a Hiszpanie dochodzili do groźnych sytuacji strzeleckich. W wyrachowany sposób podwyższyli na 2:0, kiedy świetnie rozegrali rzut rożny. Xavi wycofał piłkę na skraj pola karnego, skąd próbę strzału oddał Fabregas. Piłka odbiła sie od nogi zawodnika Arsenalu i trafił do Fernando Llorente, który sprytnym strzałem pokonał Khune. To zwycięstwo dało Hiszpanom pierwszą pozycję w grupie, a przegrana dała gospodarzom przyszłorocznego mundialu awans do półfinału, gdyż korzystny dla nich rezultat padł na stadionie w Johannesburgu. 

MVP:

Skrót spotkania:

Irak 0-0 Nowa Zelandia

Powiedzmy sobie szczerze, nie było to wybitne widowisko. Irakijczycy próbowali, ale widać było, iż ranga tego turnieju przekracza znacznie ich możliwości. Jedyne dobre okazje, które sobie stworzyli, świetnie obronił golkiper Nowozelandczyków, Glen Moss. Irakijczykom do awansu brakowało zwycięstwa różnicą 2 bramek. Nie byli tego w stanie uczynić z bardzo przeciętnie grającym mistrzem Oceanii i tym samym nie weszli do półfinału. 

MVP:

Skrót spotkania:

Brazylia 3-0 Włochy

Ostateczne rozstrzygnięcia w grupie B można streścić jednym słowem: galimatias. Po pierwszej połowie w półfinałach byli Włosi, gdyż ich konkurent do drugiej lokaty, Egipt, przegrywał z ekipą USA 0:1 po bramce Charliego Davisa( i błędach niezawodnego dotąd El Hadarego). Niestety, sytuacja Squadry Azzura nie wyglądała różowo. W 7 minut stracili 3 bramki i przegrywali 0:3 ze zdobywcą Copa America, ekipą Brazylii. Brazylijczycy po niemrawym początku w spotkaniu z Egiptem, kontynuowali styl z potyczki przeciwko USA. Już w pierwszych minutach spotkania powinni byli objąć prowadzenie, lecz piłka po strzale Ramiresa odbiła się od poprzeczki. Włosi radzili sobie w defensywie, ale w ofensywie w niczym nie dorównywali Brazylijczykom. Ci parli niestrudzenie na bramkę Gigiego Buffona. W końcu przyniosło to efekty, po strzale Maicona do piłki dopadł Luis Fabiano i płaskim strzałem w lewy róg pokonał bramkarza Starej Damy. Po chwili było już 2-0, kiedy ten sam zawodnik sprytną podcinką wykończył akcję Kaki i Robinho. 2 minuty później, Andrea Dossena przeciął podanie Robinho do Ramiresa( w spotkaniu z USA to Ramires wyłożył piłkę Robinho) i strzelił bramkę samobójczą. W drugiej połowie, mistrzowie świata nie zrobili nic, by odmienić losy spotkania. Po końcowym gwizdku, udali się prosto do szatni, nie czekając na informację o rezultacie z meczu USA-Egipt. Widać było, iż pobyt w RPA, który miał być dla nich snem stał się szybko koszmarem. Jeden Fabio Cannavaro mógł schodzić z boiska z podniesioną głową. On, nowy lider pod względem występów w kadrze(pobił rekord Maldiniego) skrupulatnie wywiązywał się z powierzonych mu obowiązków i pokazał, iż będzie sporym wzmocnieniem Juventusu w nadchodzącym sezonie. A Brazylia już ostrzy sobie zęby na finał wszechczasów, 28 czerwca w Johannesburgu...

MVP:

Skrót spotkania:

USA 3-0 Egipt

Jak dla mnie, największa sensacja tych mistrzostw. Ekipa ze Stanów Zjednoczonych, która w pierwszych dwóch spotkaniach przegrała dwukrotnie i na 6 straconych bramek, zdobyła tylko 1, na dodatek z rzutu karnego, wychodzi z grupy i zmierzy się w półfinale z Hiszpanami. A pomyśleć, że reprezentacja Egiptu była tak blisko celu. Przy tak korzystnym rezultacie w spotkaniu Brazylii z Włochami, Faraonom wystarczał remis, by awansować dalej. Stanowiłoby to znakomite zwieńczenie ich świetnej postawy w tym turnieju. Niestety, zgubiła ich zbytnia pewność siebie i przesadna wiara we własne możliwości. Stany Zjednoczone poległy przecież w starciu z potęgami futbolu,a Egipt ma dopiero szansę taką się stać. Mistrzowie Afryki wyraźnie zlekceważyli zdobywców Golden Cup i zapłacili za to wysoką cenę. A Amerykanie, którzy przed meczem chcieli tylko zmazać plamę za nieudany turniej, niespodziewanie osiągnęli bardzo dobry rezultat, jakim jest niewątpliwie wyjście z grupy. Po bramkach Charliego Davisa, syna trenera kadry USA, Michaela Bradleya oraz pięknej bramce Clinta Dempseya, Amerykanie pokonali Egipcjan 3:0 i dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu to oni zagrają z Hiszpanami. Zadecydowała jedna bramka, być może ta zdobyta z rzutu karnego przez Landona Donovana. A Egipt po straconej bramce, wyraźnie osłabł i nie dowierzał w to, co działo się na boisku. Amerykanie kontrolowali grę, uniknęli czerwonej kartki w trzecim kolejnym meczu i groźnie atakowali Egipcjan. Bohater sprzed kilku dni, El Hadary, chciałby najpewniej zapomnieć o tym spotkaniu. Beznadziejnie zachował się przy pierwszej bramce i jednocześnie utrudnił zadanie swoim kolegom. Szczupli i smukli Egipcjanie wyglądali jak dzieci przy umięśnionych i dobrze zbudowanych Amerykanach. Wszystkie ataki skutecznie rozbijał duet Spector-Onyewu, na dodatek ten pierwszy popisał się fenomenalną asystą przy bramce Dempseya.

MVP:

Skrót spotkania:

Teraz Hiszpanie zagrają z wielką niewiadomą. Czy będzie to USA z meczu z Brazylią i Włochami, czy też z potyczki z Egiptem. Jak powiedział przed meczem z Egiptem, kapitan reprezentacji Stanów Zjednoczonych Landon Donovan: 

"Piłka nożna to śmieszna rzecz. Wszystko może się wydarzyć." 

Patrząc na ostateczne rozstrzygnięcia w grupie B należy mu przyznać rację i z niecierpliwością wyczekiwać półfinałowych starć. 

wtorek, 16 czerwca 2009

O Giuseppe Rossim słów kilka...

Pucharu Konfederacji ciąg dalszy...We wczorajszej potyczce Włosi pokonali reprezentację Stanów Zjednoczonych 3:1. Będę kontynuował moją chlubną tradycję wybierania własnego MVP danego meczu. Oto bohater wczorajszego starcia:


Nie przypadkowo w koszulce swojego byłego klubu :). Nota bene, byłem bardzo rozczarowany z transferu Giuseppe. Byłem i nadal jestem zdania, że taki zawodnik spokojnie poradziłby sobie w pierwszym składzie, o ile pracowałby dużo na treningach. W barwach United Rossi zdobył jedną bramkę w Premier League, a miało to miejsce na Stadium of Light przeciwko ekipie Sunderlandu. Rossi zmienił w 78 minucie v.Nistelrooya i ładnym strzałem w krótki róg pokonał bramkarza gospodarzy Kevina Davisa. Uczynił to zaledwie 9 minut od czasu, gdy pojawił się na murawie:

Ponadto, wielokrotnie pokazywał się z dobrej strony to w spotkaniach FA Cup, Carling Cup, czy FA Youth Cup.Sir Alex Ferguson wypożyczył młodego Włocha na St.James Park, by ten nabrał doświadczenia regularnie występując w pierwszej drużynie swojego klubu. Niestety, Rossi nie zdobył żadnej bramki w 11 spotkaniach, w których wystąpił. Działacze Newcastle bez żalu zwrócili Rossiego, a władze United szukały kolejnego kontrahenta, który chciałby wypożyczyć Giuseppe.Pierwszy, juniorski klub Rossiego,włoska AC Parma, złożyła ciekawą ofertę i młody Pepe powędrował na roczne wypożyczenie. W Serie A poradził sobie świetnie. Licząc zaledwie 20 lat, wystąpił w 19 spotkaniach i zdobył 9 bramek. Poniżej, co niektóre zdobycze młodego Giuseppe:

Latem 2007 roku Rossi wrócił do Manchesteru. Wiele osób związanych z klubem wiązało z nim spore nadzieje, w tym sam Alex Ferguson. Jak podkreślał agent piłkarza Andrea Pastorello:

"Giuseppe posiada nadzwyczajny talent, a jednocześnie jest człowiekiem bardzo pokornym. Gra we Włoszech dostarcza mu niezbędnego doświadczenia. Jednak latem na pewno wróci do Manchesteru, ponieważ nie jest na sprzedaż. Niedawno rozmawiałem również z Fergusonem, który przyznał, że bardzo mocno w niego wierzy". 

Transfer Carlosa Tevez rozwiał nadzieje młodego Włocha związane z regularnymi występami w pierwszym składzie. Klub umożliwił zawodnikowi szukanie nowego klubu, a taki szybko się odnalazł. Był nim hiszpański Villareal CF. W tym klubie Rossi spisuje się świetnie, w ciągu 2 lat wystąpił w 57 spotkaniach i zdobył 23 bramki. Na szczęście, w umowie zawartej pomiędzy Manchesterem, a Villarealem istnieje zapis dotyczący prawa pierwokupu dla angielskiego klubu. Żywię gorąca nadzieję, iż Rossi powróci na Old Trafford, a jego talent w końcu eksploduje na angielskich boiskach. Poniżej wyczyny Rossiego w Villareal ...

...oraz w reprezentacji Włoch. W kadrze U-21 rozegrał 16 spotkań, strzelając 6 bramek. Wystąpił na Olimpiadzie w Pekinie w 2008 roku, na której zdobył 4 bramki. Bramkami z Nową Zelandią oraz USA, otworzył swoje konto bramkowe w seniorskiej kadrze. Na chwilę obecną na 6 występów ma 3 bramki:

We wczorajszym spotkaniu Rossi zdobył dwie bramki, ale więcej o tym spotkaniu już jutro

O dorosłych dziewczynkach...

Na pierwszy ogień pójdzie dzisiaj nie Ronaldo, Kaka, Real Madryt, czy Gigi Buffon, lecz przedstawicielki płci pięknej. Potraktujcie(o ile ktoś w ogóle mnie czyta) to jako swojego rodzaju apel ku wszystkim dziewczynom. Otóż, gnębi mnie bardzo jeden problem dzisiejszych czasów: zbytnia dojrzałość. Przybiera to formę pozy- kreujemy z siebie kogoś starszego niż jesteśmy. Wielki mistrz pióra, Witold Gombrowicz w swoich dziełach często poruszał kwestię infantylizacji, inaczej upupiania. Do końca mojej wypowiedzi na ten temat, termin "przesadna poza pełna dojrzałości i kreowanie z siebie kogoś starszego, niż się jest w rzeczywistości" nazwijmy krótko i zwięźle: "osiwienie". Mam dziwne wrażenie, iż wszystkie otaczające mnie dziewczyny chcą  "osiwieć" na siłę, przedwcześnie. Uważają, iż coś takiego stawia ich wyżej w społecznych hierarchiach. Momentami, brzmi to wręcz absurdalnie, słysząc 16-latkę, która upomina swoich kolegów. Oczywiście, upominanie to jedno, ale tworzenie z siebie Matki Polki w wieku pokwitaniowym to już chyba lekka przesada. Atrybutami "osiwiałych" dziewcząt jest zazwyczaj nadmierna empatia, spora dawka zarozumiałości, no i ta bezkarność w ocenianiu innych. Co więcej, ich główną domeną jest powtarzający się naukowy frazes: "Mężczyźni dojrzewają później, niż my.". Zupełnie tego nie rozumiem...Zamiast cieszyć się życiem, wolnością i swobodą w wyznawaniu swoich wartości i obyczajów, te osoby naśladują swoje mamy i babcie- wolą stać się zrzędliwe, nader troskliwe i przesadnie dojrzałe, by pokazać nam, chłopaszkom, miejsce w szeregu. Oczywiście, pojawiają się protesty, że to po prostu oznaka ich kobiecości, chęć dominowania i odwiecznej walki z nami, tryglodytami. Tylko, że taka postawa do niczego nie prowadzi. W wieku 40 lat przesiąknięte do szpiku kości dojrzałością, zrozumiecie, iż miałyście tak naprawdę schematyczne życie, oparte na prostocie i dążeniu do harmonii. A przecież to młodość umożliwia wybaczanie niektórych błędów, nie dojrzałość. To ludzie młodzi smakują życia, później stopniowo dojrzewając i odkrywając nowe jego aspekty. Czynienie z siebie osoby nader dojrzałej w naszym wieku(czyt.19) to pozbawianie siebie tego "płaszcza" młodości, w który jeśli jest taka okazja można się opatulić i uniknąć problemów. Druga strona medalu jest taka, że to wy, pomimo, iż to tylko poza, szybciej odkryjecie prozę szarej rzeczywistości, wszystkie zawiłośći naszego życia. Tylko, czy jest sens, aby się spieszyć? Jak mawiał Oktawian Augus: festina lente- spiesz się powoli. Chyba, że chcesz już teraz wyglądać, o tak:

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Egipska samba w RPA!

Brazylia pokonuje Egipt 4:3 po świetnym spotkaniu! Jestem pozytywnie zaskoczony postawą Egipcjan, pokazali kawał dobrej piłki.Bohaterem dzisiejszego dnia jest dla mnie bezdyskusyjnie ten oto jegomość:

Ahmed Said, zawodnik Haras El Hedood pokazał dzisiaj jak powinien grać nowoczesny obrońca. Kaka nie mógł przez niego przejść, wszystkie piłki albo przechwytywał albo w ostatniej chwili wybijał spod nóg zawodnikom Seleção. Mimo to nie zapobiegł porażce swojej drużyny, bo w ostatniej akcji meczu, Lucio uderzył na bramkę świetnie dysponowanego dzisiejszego dnia El Hadariego, a w akcie rozpaczy Al Muhamadi ramieniem wybił piłkę zmierzającą do bramki. Sędzia Howard Webb w 90 minucie podyktował rzut karny, a Ivica Vastić Kaka umieścił piłkę w prawym rogu egipskiej bramki i zapewnił Brazylii zwycięstwo. Wcześniej, losy tego spotkania zmieniały się jak w kalejdoskopie. Najpierw w 5 minucie, Kaka w indywidualnej akcji skierował piłkę do siatki, chwilę później po błędzie obrony wyrównał klubowy kolega Błaszczykowskiego, Mohammed Zidan. Po chwili Brazylia ponownie objęła prowadzenie, tym razem sprytnym strzałem głową popisał się Luis Fabiano i było już 2:1. Głową groźnie uderzał Juan, lecz piłka minęła egipską bramkę. W tym momencie istniała tylko jedna drużyna na boisku. Brazylijczycy szybko wymieniali podania i stwarzali sobie sytuacje bramkowe. Po kolejnym z rzutów rożnych Juan dopiął swego i podwyższył na 3:1. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa tego spotkania. Druga to popis afrykańskiej gry. 5 minut po wznowieniu gry niezłym uderzeniem zza pola karnego popisał się zawodnik Boro, Shawky i było już 3:2. Zaskoczeni takim obrotem sprawy Brazylijczycy szybko stracili piłkę, a zdobywca jedynej bramki w finale PNA, Aboutrika podał na czystą pozycję do Zidana i było już 3:3. Sensacja na stadionie w miejscowości o jakże urokliwej nazwie: Mangaung/Bloemfontein. Egipcjanie nie rezygnowali z ataków i ciągle nacierali na bramkę Julio Cesara. Brazylijczycy odgryzali się jedynie uderzeniami z dystansu, nie byli w stanie przedrzeć się przez gęste zasieki obronne Egipcjan. Zdenerwowany Dunga wpuścił na boisko Pato za słabszego tego dnia Robinho. Napastnik Milanu nie pokazał wielkiego futbolu, co więcej rozczarował kibiców złym przyjęciem piłki i słabym strzałem na bramkę. Na prawej stronie,Kleber był raz po raz ośmieszany to przez Abd Rabbou, to przez Al Muhamadiego. Zdenerwowany szkoleniowiec Canarinhos zmienił Klebera na Andre Santosa z Corinthians, zmienił wcześniej również Elano na Ramireza z Cruzeiro. Wreszcie nadeszła feralna 90 minuta i Howard Webb w wspomnianych wyżej okolicznościach podyktował rzut karny i wyrzucił z boiska Al Muhamadiego. El Hadary miał piłkę na palcach, lecz nie zdołał jej wybronić. W końcówce groźny strzał oddał jeszcze Ahmed Eid, ale Julio Cesar wybronił to uderzenie i Brazylia odniosła pierwsze zwycięstwo na tym Pucharze Konfederacji. Trzeba jednak wyróżnić walecznych Egipcjan, którym zabrakło jednak trochę szczęścia i boiskowego cwaniactwa w końcówce. Piłkarsko nie odstawali od Brazylijczyków ani trochę. Oto wszystkie bramki z dzisiejszego spotkania:



No i zaległości z dwóch poprzednich spotkań:

RPA 0-0 Irak

Hiszpania 5-0 Nowa Zelandia

A lada moment, starcie mistrzów Golden Cup, czyli ekipy Stanów Zjednoczonych oraz mistrzów świata, zwolenników pizzy, catenaccio i szorstkiego języka męskiej przyjaźni- drużyna Italii. Faworytami są oczywiście Włosi, ale Amerykanie nie raz pokazali swoją siłę. Szykuje się bardzo ciekawe spotkanie...

Co przyniesie nowy dzień?

Aloha!

Dzisiaj kolejny dzień piłkarskich zmagań na Czarnym Lądzie. Tym razem, ze sobą zmierzy się ekipa Brazylii i Egiptu. Faworyt jest tylko, bo nawet bez Ronaldinho i Ronaldo, reprezentacja Brazylii to klasa światowa. Pamiętam jak dziś jak rozgnietli Argentynę 3:0 w finale Copa America...A warto tu przypomnieć, że grali bez Ronaldinho, Kaki ,Adriano i Ronaldo ogrywali jak chcieli Messiego, Cambiasso, czy Riquelme. Gwiazdą turnieju i najlepszym jego strzelcem został Robinho i od tamtegu czasu jego pozycja w reprezentacji Dungi jest nie do podważenia.

Co do wspomnianego finału, mecz szybko ustawił w dogodnej pozycji Brazylijczyków, gdyż świetnym, mocnym strzałem z rogu pola karnego popisał się Julio Baptista. Później w swoim ostatnim występie w kadrze Albicelestes Roberto Ayala skierował piłkę do własnej bramki. Kolejna bramka była już tylko kwestią czasu, gdyż taktyka Dungi, która polegała na odebraniu piłki i posiadaniu jej przez długi czas była dobra idealnie do tego spotkania. W drugiej połowie, Argentyńczyków wykończył ówczesny obrońca Sevilli Dani Alves po sprytnym uderzeniu w prawy róg bramki strzeżonej przez Abondanzierego.

Brazylijczycy przeszli drogę przez mękę, by zdobyć największy laur Ameryki Południowej. Na początek dostali lanie 0:2 od Meksyku, by w półfinale przeżyć horror przeciwko ekipie z Urugwaju. Z pewnego 2:0 po bramkach Maicona i Baptisty, w 70 minucie zrobiło się 2:2, gdyż do siatki Julio Cesara trafili Diego Forlan i Sebastian Abreu(Wisła 5-0 Beitar :) ). Karne miały zadecydować o tym, kto znajdzie się w wymarzonym finale:

Z kolei Argentyna do finału doszła gładko, łatwo i przyjemnie i dla mnie to ona, a nie Canarinhos była faworytem tej imprezy. Rozgromili Peru 4-0 w ćwierćfinale i Meksyk 3-0 w półfinale. Szczególnie w pamięć zapadła mi bramka Messiego z półfinału przeciwko Meksykanom:

Non omnia, turniej wygrała Brazylia i to ona jest dzisiejszym przedstawicielem Ameryki Południowej. Jej przeciwnikiem będzie Egipt, zdobywca Pucharu Narodów Afryki. Poniżej cała droga reprezentacji z kraju Piramid po Afrykańskie złoto:

Królem strzelców turnieju okazał się największy przegrany finału PNA, Samuel Eto'o. Nie pomógł on drużynie i w efekcie jego ofensywnej nieporadności, drużyna straciła bramkę i szansę na zdobycie tego trofeum. Trzeba również zaznaczyć, że obydwie reprezentacje spotkały się ze sobą dwukrotnie na tym turnieju. W pierwszym spotkaniu , otwierającym grupę C, Kameruńczycy również polegli, tym razem 4-2. W tym spotkaniu,własny honor uratował jednak Eto'o zdobywając 2 bramki. Egipt poza dwukrotną konfrontacją z Kamerunem, musiał przejść przez ekipy Sudanu oraz Zambii. Tych pierwszych rozbił 3:0, natomiast z Zambijczykami grając o nic zremisował 1:1. Później napotkał na swej drodze Angolę z Manucho w składzie. Egipt rozstrzygnął losy tego spotkania już w pierwszej połowie po bramkach Hosniego i Zakiego i nawet gol wspomnianego gwiazdora z Angoli nie przeszkodził Egipcjanom w osiągnięciu zwycięstwa. Następnym rywalem był mój osobisty faworyt, drużyna Wybrzeża Kości Słoniowej. Naszipkowana gwiazdami europejskiego formatu:Kolo Toure, Emmanuel Eboue, Bonaventure Kalou, Didier Drogba,Abdul Kader Keita, Salomon Kalou, czy Yaya Toure. Po świetnym starcie w fazie grupowej, gdzie Słonie pokonały ekipy z Mali, Nigerii i Beninu oraz po laniu 5:0, jakie sprawili Gwinei, wszyscy ostrzyli sobie zęby na pojedynek WKS- Egipt. Tym razem, Egipcjanie pokazali klasę. Zwyciężyli pewnie i bezapelacyjnie 4:1 i uzyskali miejsce w finale. Słoniom pozostała walka o 3. miejsce. Drugi z finalistów Kamerun, miał do przebycia znacznie cięższą drogę. Po przegranej w pierwszym meczu z Egiptem,  Nieposkromione Lwy pokonały wysoko Zambię oraz Sudan, odpowiednio 5:1 i 3:0. W fazie pucharowej, na ich drodze stanął zdobywca tego trofeum z 2004 roku, drużyna Tunezji. W 93' minucie rozgrywki Stephane M'Bia zdobył bramkę na 3:2 dla Kamerunu i Lwy tego prowadzenia już nie oddały. W kolejnej fazie turnieju, Kameruńczycy musieli stawić czoła gospodarzom turnieju, drużynie Ghany z Michaelem Essienem w składzie. W tym meczu, Kameruńczycy pokazali świetne zdyscyplinowanie taktyczne, rozważną grę w defensywie, to czego w afrykańskiej piłce przede wszystkim brakuje. Po bramce Nikonga, Lwy przedarły się do finału rozgrywek. Zrozpaczonym gospodarzom nie pozostało nic innego jak tylko walczyć o 3. miejsce PNA. Swój cel osiągnęli wygrywając 4:2 z ekipą Słoni. Sam wielki finał na stadionie w Akrze nie był zbytnio interesujący, brakowało sytuacji,a gra obu ekip niezbyt się kleiła. Jak zwykle w takich przypadkach zadecydowały błędy indywidualne. Po złej interwencji w polu karnym Rigoberta Songa, piłkę przejął Mohamed Zidan i zagrał do nadbiegającego Aboutriki, któremu nie pozostało nic innego jak umieścić piłkę w siatce. Egipt obronił tytuł najlepszej drużyny Afryki i tym samym zapewnił sobie udział w Pucharze Konfederacji. Poniżej bramka Abo Teriki oraz egipskie celebracje:

Mecz już się zaczął, do przerwy 3:1, ale o tym dzisiaj wieczorem.

niedziela, 14 czerwca 2009

Bo kiedyś musi nadejść ten pierwszy raz...

No to na dobry początek, pościk o 4:21. Rozpoczął się Puchar Konfederacji, generalnie nudno i wieje afrykańskimi trąbkami, bo na boisku niewiele ciekawego się działo. Owszem, Hiszpanie pokazali kawałek dobrego futbolu, ale z farmerami z Wellington to i Zahorski by sobie poradził.(bez urazy Tomek...). Torres już przypieczętował sobie tytuł króla strzelców tej imprezy, bo jakoś nie widzę drugiego hat-tricka w jutrzejszych spotkaniach. Ale to dopiero początki, pierwsze śliwki robaczywki, koty za płoty i Peugeoty z Bogoty.

W polskiej lidze anarchia! Nikt nic nie wie... Już Widzew był w Ekstraklasie już witał się z gąską, a tu kolejny rok pierwszoligowej stagnacji. Korona Kielce pomimo walki do ostatniej kolejki o miejsce w barażach też musi obejść się smakiem i kosztować rywalizacji kolejny rok w niższej lidze. A szkoda, bo mogli sobie chłopaki do Sopotu pojechać zamiast męczyć Dolcana Ząbki, czy tam Celulozę Kostrzyń o to, by dostać się do ziemi "ekstraklasowej" obiecanej.

Za to na szczycie tej Ekstraklasy również spore poruszenie. Mamy mistrza Polski, przygotowania do Ligi Mistrzów pełną parą, tylko zawodników brak. Marek Zieńczuk i Marcin Baszczyński wcinają tzatziki gdzieś pod Atenami, Łobodziński z Brożkiem chwilowo kontuzjowani,a Tomasz Dawidowski...No właśnie...Przydałoby się kilka nazwisk, by naprawdę realnie myśleć o Lidze Mistrzów. Dla mnie na pierwszy plan wysuwają się skrzydłowi: Garncarczyk, Lato, Grosicki, Wróbel, czy Pawłowski. Luka po Zieniu jest spora i trzeba ją koniecznie wypełnić. Ponadto, przydałby się jakiś napastnik, by wspólnie z/w zamian za(niepotrzebne skreślić po zamknięciu okienka transferowego) Pawła Brożka gnębić golkiperów przeciwnika. Tutaj na pierwszy plan wysuwa się Dawidek Nowak, tylko, że na jego niekorzyść działają wszystkie te kontuzje, z którymi nieustannie się boryka. Niemniej, można postarać się o kilku ciekawych zawodników jak chociażby Iljan Micanski z Zagłębia, czy Marcin Robak z Widzewa. Przykład Roberta Lewandowskiego pokazuje, że można grać równie efektywnie i efektownie zarówno w I lidze , jak i w Ekstraklasie. Skorża, jak sam otwarcie przyznaje, ma nielada ból głowy, bo z zespołu dobrego na polskie warunki, musi sklecić ekipę, która będzie się biła o piłkarski raj. Wątpię, czy w obliczu wydatków na nowy stadion, Boguś Cupiał zdecyduje się poświęcić spore sumy na sprowadzenie nowych zawodników. Lecz, panie Bogusławie, sukcesy same nie przychodzą. Trzeba na nie zapracować. Piłkarze już to uczynili, teraz kolej na Pana. 

Zmieńmy teraz poziom sportowy o jakieś 600 lat świetlnych. Chciałbym poruszyć sprawę transferu C.Ronaldo do Realu. Skwitować to można jednym, acz krótkim zdaniem: "To musiało w końcu nadejść". Ronaldo już tyle wspominał o swojej miłości do Realu, o szacunku do tego klubu i marzeniu, by w nim występować. Nie udało się 2 lata temu, ani w ubiegłym roku, udało się teraz. Za niemałą sumkę, bo za okrągłe 96 mln euro. Lecz Ronaldo trzeba oddać, co Ronaldowe- nigdy nie postępował zgodnie z zasadą: "Z niewolnika nie ma pracownika". Na boisku dawał z siebie wszystko, strzelał ważne gole i był jedyną osobą, która mogła zejść z boiska w Rzymie z podniesioną głową. Choćby nie wiadomo jak pragnął transferu do Realu, w United zachował się jak przystało na profesjonalistę- wykonał swoje obowiązki bez szemrania. Z żalem w głosie, ale muszę go pożegnać i życzyć powodzenia( ;) ) w Realu. Personalnie miałem do niego mieszane uczucia, bywał zabawny i podobało mi się jego zachowanie, gdy pełen złości i frustracji pokazywał kibicom przeciwnych drużyn, kto jest "Da Man". Na jego twarzy wypisana były wszystkie emocje, które niesie ze sobą piłka nożna - złość, frustracja, nadzieja, radość, smutek, żal i łzy. Tych ostatnich Cristiano nie wstydzil się pokazywać. Dla jednych to oznaka słabości, dla innych oznaka pokory i prawdziwego męstwa. Dla mnie łzy u piłkarza świadczą o jednym, dał z siebie wszystko i nawet to nie pomogło, dlatego teraz płacze, bo wie, że nie mógł zrobić więcej, by przechylić szalę zwycięstwa na stronę swojej drużyny.  Jedyne, co irytowało mnie u Ronaldo to to jego wieczne niezdecydowanie. Raz, że chcę do Realu, ale trudno...Później, że kocham Manchester i Ferguson jest dla mnie ojcem. A na końcu, bez zbędnych sentymentów, stwierdza: "Już tylko testy medyczne". Na boisku był jednak alfą i omegą. Wszystkie akcje przechodziły przez niego i na nim się zazwyczaj kończyły. Ma ten element magii- jednym dotknięciem piłki zmienia losy danego meczu. Przez jednych uwielbiany, przez innych znienawidzony. Jak głosi hasło propagowanej przez Ronaldo reklamy: "Your love makes me strong, your hate makes me unstoppable". I to był cały Ronaldo. Kontrowersyjny, ale poruszający. Przyniósł mi wiele radości przez lata, w których występował z United na piersi. Teraz, dostarczył mi wiele smutku odchodząc do Realu. Żegnaj Ronaldo, byłeś dla mnie ikoną, legendą i bohaterem. Powodzenia w 1/8 finału Ligi Mistrzów, mam nadzieję, że zatęsknisz za tym klubem, trenerem i zawodnikami. Pamiętaj i spójrz w przeszłość, w Realu nie ma miejsca na sentymenty, od razu ława i transfer. Tylko kluby jak United potrafią uszanować swoje legendy i oddać im cześć. Ty świadomie się jej pozbawiłeś.Doświadcz cierni Królewskiej korony i zrozum, co tak naprawdę sie liczy.

I tym smutnym akcentem i jakże osobistym kończę dzisiejszojutrzejszy wpis. Ssija!